Reasumując - można, poza tarzaniem się we własnych ekskrementach, nie umieć nic, a i tak znajdzie się ktoś, kto uzna to za fajną sprawę i wyraz totalnego nihilizmu. Na tej zasadzie pies mojego sąsiada też jest nihilistą. Ale on nie nagrywa płyt, dlatego się nie liczy.
ano można to w ten sposób wywnioskować. Ale powiedz ile znasz osobiście osób które by tarzały się we własnych ekskrementach i zarazem udzielały się muzycznie. Wiesz to też jakaś postawa na która trzeba przełamać pewne bariery, wiesz sporo różnych osób niby mogłoby to zrobić ale nie robi. Ja już wole takie szokujące postawy, od setek bezsensownych nic nie wnoszących kapel. Każdy kopiuję każdego...
Ale powiedz ile znasz osobiście osób które by tarzały się we własnych ekskrementach
Na szczęście żadnego.
Powiedzmy, że według tego toku rozumowania zajebiście fajny był też Ted Bundy. Wiadomo, autentycznie lubił gwałcić i mordować. W prawdzie niczego nie nagrał, co wyklucza go z kręgu artystów, ale jakże kunsztownie dusił te kobiety! Jak był zaangażowany, jak autentyczny! Prawdziwa moc.
Musieli go niestety skazać na krzesło, banda drobnomieszczańskich kołtunów, a przecież trzeba przełamywać bariery.
_________________ "I Anioł w biel odzian otworzył Żelazną Księgę i piąty jeździec wyruszył w rydwanie płomiennego lodu, i słychać było łamanie praw i pękanie więzów, a tłumy zakrzyknęły: O Boże, teraz naprawdę mamy kłopot!"
Ale powiedz ile znasz osobiście osób które by tarzały się we własnych ekskrementach
Na szczęście żadnego. Powiedzmy, że według tego toku rozumowania zajebiście fajny był też Ted Bundy. Wiadomo, autentycznie lubił gwałcić i mordować. W prawdzie niczego nie nagrał, co wyklucza go z kręgu artystów, ale jakże kunsztownie dusił te kobiety! Jak był zaangażowany, jak autentyczny! Prawdziwa moc. Musieli go niestety skazać na krzesło, banda drobnomieszczańskich kołtunów, a przecież trzeba przełamywać bariery.
no moim większym idolem niż Ted jest jednak Ed Gein ale odbiegamy od tematu , po zatym za GG. przemawiała konkretna filozofia i jednak miał sporo do powiedzenia , zreszta udzielił paru wykładów na jednym uniwersytecie
Ależ - za Hitlerem też stała pewna ideologia.
Trzeba sobie po prostu jasno powiedzieć - albo ktoś jest debilem, robi z siebie debila i reszta się cieszy, albo ktoś ma naprawdę coś do zaprezentowania. Ale wtedy, na ogół, nie musi tarzać się we własnych rzygach.
_________________ "I Anioł w biel odzian otworzył Żelazną Księgę i piąty jeździec wyruszył w rydwanie płomiennego lodu, i słychać było łamanie praw i pękanie więzów, a tłumy zakrzyknęły: O Boże, teraz naprawdę mamy kłopot!"
Słyszałem "Scum Fuck Tradition" kawałek nawet nawet... ale Ten GG... to popier*oleniec jakich mało. Widziałem jak na koncercie latał nago i wcinał własny szit.
Dzisiaj jakoś sobie przypomniałem o tym gościu i ściągnąłem 2 płytki. Porządne pierdolnięcie osranym kolanem prosto w mostek. Fuckin Rock&Roll motherfuckers!
Zaprawdę powiadam wam: "Brutality and Bloodshed for All" mnie rozrywa.
Chyba nie mogłem sobie wymarzyć niczego "lepszego" na początek wakacji. Będzie co śpiewać na ogniskach xD
"I'm infected with AIDS!
I fuck every day!
I kil everything I fuck!"
Baardzo mnie się podoba to granie. Czysta moc.
A sama postać Allina też spoko.
_________________ prawa lewa prawa prawa lewa prawa lewa lewa
_________________ "I spent a year in my room wanking, basically, masturbating every day, twenty times a day. I think that's where I developed the idea of doing things alone."
_________________ - Ale ja nie chcę wchodzić między szaleńców.
- Nic na to nie poradzisz. - powiedział Kot - Tu wszyscy jesteśmy szaleni. Ja jestem szalony ty jesteś szalona.
- Skąd wiesz że jestem szalona? - spytała Alicja.
- Musisz być inaczej nie przyszłabyś tu.
Ok, ostatnio ukr***em płytkę "Carnival Of Excess", która muzycznie nijak ma się do tego, co szanowny GG prezentował na innych krążkach, które słyszałem. Mamy tutaj delikatny, prosty, akustyczny rock z wykorzystaniem, klawiszy, może nawet akordeonu do akompaniamentu. Śpiew Jezusa jest przyjemny, kojarzący się z rogami ulic większych miast. Do tego pojawia się czasami damski głosik. Country? Chyba tak. Brzmienie jest lekko(!) niedbałe, ale bardzo wyraźnie. No, poza ostatnimi kawałkami, które to są lo-fi.
Tekstowo, mimo, że brutalnie, to wcale nie głupio. Głownie o sobie i o tym, że ma gdzieś wszystko. No i o chlaniu, zabijaniu dziwek itd. Mimo wszystko bardzo w porządku liryki.
Przy pierwszym zapuszczeniu tej płytki byłem tak zaskoczony, że wyłączyłem po kilku minutach. Dwa dni później ochłonąłem i przesłuchałem w całości, zaś za 3/4 przekonałem się do niej. Polecam.
_________________ prawa lewa prawa prawa lewa prawa lewa lewa
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników