Ja jeśli chodzi o Judasów uwielbiam album Painkiller (którego o dziwo w sklepach jeszcze nie widziałem) oraz British Steel. Jak już mowa co kogo miażdży to mnie również Hard as Iron i Grinder (na żywo grany).
Hmmm... Dokąd byłem singlem nigdy ich nie kochałem . A kiedy przestałem nim być, na moim dysku zagościły wszystkie albumy studyjne tej grupy . Wciąż nie przesłuchałem niektórych z nich, jednak z tego co słyszałem, najlepsze wydają mi się: Painkiller, Ram It Down, Stained Class, Killing Machine, British Steel... Może jeszcze doliczyłbym Sad Wings of Destiny, na koniec. Muzyka generalnie bardzo prosta (momentami do bólu), rzecz moja ukochana czyli partie basowe wręcz łopatologiczne, natomiast drugiego takiego duetu jak Tipton / Downing ze świecą szukać. Głos Roba Halforda również robi swoje, może nie ma przejmującej barwy, za to potężną skalę.
Co by nie napisać - JP stworzyli standardy heavy metalu, utwory od których działalność zaczyna niejedna młoda kapela garażowa. Nauczyli grać gigantów, w tym moją kapelę metalową nr 1 - czyli Iced Earth.
Przereklamowanych Misiu, bo klasycznych . Kiedyś nie było tak jak teraz, pierdyliarda zespołów, w których połowa członków mogła poszczycić się wykształceniem muzycznym na poziomie wirtuozerskim, a mieszanie stylów i cyfrowa obróbka dźwięku były na porządku dziennym .
Jeszcze 20-30 lat temu subkulturę metalową traktowano z poważaniem, jakie dziś okazuje się np. pijanym kierowcom. Kto nie wierzy, temu polecam film "Metal - A Headbanger's Jouney" nakręcony przez chyba pierwszego na świecie socjologa zajmującego się metalem i metalami. To do czego obecnie dostęp jest powszechny (choćby dzięki internetowi i mp3) swego czasu było podziemiem, niszą. Dinozaurom gatunku udało się urosnąć ponad tą niszę.
K.K. Downing właśnie odszedł na emeryturę więc nie am już co liczyć na koncert Judasów w klasycznym składzie.
Jego zastępcą został Richie Faulkner z zespołu Lauren Harris (córki Steve'a Harrisa - basisty Ironów).
Pinkwinder
Napisane:
6 paź 2011, 23:26
Dołączył(a): 6 paź 2011, 22:19 Posty: 5
Judas Priest jest dla mnie osobiście nieco zbyt... Wrzaskliwe. To znaczy, jak już wokalista się drze, to wolałbym, aby to robił nieco bardziej melodyjnie czy choćby w jakimś naprawdę prasującym mózg rytmie. A tutaj jest czysty wrzask, okraszony dudniącym akompaniamentem. Owszem, nagrali kilka utworów, które sobie lubię czasem puścić w tle (zwłaszcza "Painkiller"), ale ogólnie... Nie, to nie dla mnie.
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników